Stosunki Polsko - Litewskie w latach 1926-1927

Znalazłeś gdzieś ważne i ciekawe informacje o Suwalszczyźnie - wstaw je tutaj. Być może nie każdy może na nie trafić. Tekst i skany. Proszę pamiętać o podaniu żródła - w przypadku danych kopiowanych z www również aktywnego linku. Proszę szanować prawo autorskie.
Podforum ma zadanie ukierunkowanie w określonym kierunku poszukiwań różnych tematycznie informacji o regionie.

Moderator: majros

Stosunki Polsko - Litewskie w latach 1926-1927

Postprzez simon » N lis 19, 2006 11:48 pm

Kluczem do zrozumienia natury politycznych i dyplomatycznych stosunków polsko- litewskich w latach 1926-1927 jest przybliżenie narodzin i rozwoju wzajemnych kontaktów tych państw w okresie między zakończeniem pierwszej wojny światowej, oznaczającym ponowne narodziny ich bytu państwowego, a latami, w których konflikt osiągnął kulminację na konferencji w Genewie w 1927 roku.

Niezwykle rzadko zdarza się, aby państwa połączone wielowiekowym związkiem państwowym, kulturalnym i narodowościowym znalazły się w równie głębokim konflikcie, co Polska i Litwa po pierwszej wojnie światowej. Spór, który rozpoczął się od różnic w wizjach przyszłości związków polsko- litewskich, wkraczał potem w coraz to nowe fazy: roszczeń terytorialnych, wzajemnych oskarżeń o łamanie umów międzynarodowych, a także czysto emocjonalnej niechęci obu narodów. Doprowadziło to do opłakanych dla obu narodów skutków zarówno na arenie międzynarodowej jak i w stosunkach dwustronnych.

Jako o początku stosunków polsko- litewskich w omawianym okresie można mówić o roku 1917. Powstaje wtedy na Litwie namiastka rządu: Taryba na której czele staje Antanas Smetona. W ocenie wielu polityków zakrawało to na narodowe samobójstwo, jeśli wziąć pod uwagę imperialistyczne plany Niemiec i skłonność Taryby do współpracy i ustępstw. Uznawanie tego organu władzy państwowej tylko za narzędzie w rękach niemieckich okazało się poważnym błędem. Taryba miała bowiem własne, litewskie cele i 16 lutego 1918 roku wydała deklarację niepodległościową. W tamtym okresie Polacy, nie dysponując zwartą organizacją na tych terenach nie mogli wystąpić z konkurencyjną propozycją przejęcia władzy, więc nie zostawszy zaproszeni w szeregi Taryby, ustami Zjednoczonych Stronnictw Polskich na Litwie odmówili jej 27 września 1917 roku prawa do reprezentowania Litwy oraz jej narodu.

Początek wzajemnych stosunków źle wróżył ich rozwojowi, jeśli weźmie się pod uwagę coraz częściej pojawiające się w dyskusjach sprawę terytoriów obu państw. Spory te, mogące wydawać się przedwczesnymi okazały się w późniejszym okresie niezwykle ważne, szczególnie, że w ciągu wieków zatarte zostały granice etniczne między oboma narodami. Wymieszanie ludności dostarczało argumentów obu stronom, nie ułatwiając rozwiązania sporu. Nawet propozycja przystąpienia do Taryby, złożona w styczniu 1918 roku Polakom przez grupę działaczy litewskich nie poprawiła sytuacji. Polacy, mając względem ziem litewskich własne plany nie chcieli wiązać sobie rąk współpracą z Litwinami.

Niedługo potem, pierwsze oficjalne rozmowy obu stron prowadzone w Berlinie przez Augustyna Voldemarasa oraz prałata Konstantego Olsauskasa ze strony litewskiej i hr. Adama Ronikera ze strony polskiej również zakończyły się fiaskiem. Pomimo podpisania 30 czerwca 1918 roku poufnej umowy, zgodnie z którą Polska uzna państwowość litewską w zamian za przyznanie Polakom na Litwie szerokich uprawnień, porozumienie nie doszło do skutku. Voldemaras zarzucił stronie polskiej w liście otwartym układanie się z Niemcami. Prawdziwym powodem zerwania negocjacji wydaje się fakt, że Taryba, dotąd pozbawiona faktycznego znaczenia otrzymała od Niemców zgodę na utworzenie rządu. I tak 11 listopada, w dniu objęcia przez Polaków władzy w Warszawie, Voldemaras uformował w Wilnie pierwszy rząd.

Wkrótce potem, pomimo trwającej okupacji ziem litewskich przez wojska niemieckie i faktycznego oddzielenia ziem Polski od Litwy, w Warszawie pojawiają się pierwsze głosy za przyłączeniem Litwy do Polski. Pod koniec listopada powstaje Komitet Obrony Kresów Wschodnich, mający ułatwić praktyczną stronę zamierzeń polskich, szczególnie, że przedstawiciele rządu wyraźnie popierali starania działaczy kresowych. 12 grudnia premier Moraczewski wyraził pogląd, że przy pomocy sił zbrojnych należy tworzyć na Litwie "fakty dokonane". Uznano także, że poza działaniami natury wojskowej, owe "fakty dokonane" muszą zostać utworzone również na polu administracji. 21 grudnia minister spraw zagranicznych Leon Wasilewski oraz dr Kolankowski powołali Komisję Rządzącą na Okręg Litwy Północnej. Na reakcję strony litewskiej nie trzeba było czekać zbyt długo: w oświadczeniu wydanym w Kownie podkreślano "Rząd litewski wyraża zdziwienie, iż rząd tego narodu, który tyle czasu walczył o swą wolność i wreszcie ją otrzymał, nie szanuje praw narodów sąsiednich." Przybyła również do Warszawy delegacja litewska, którą 18 grudnia przyjął marszałek Piłsudski. Przekazała ona marszałkowi pismo, w który strona litewska dawała wyraz przekonaniu, że nie wysłucha on "podszeptów żywiołów niedemokratycznych Litwy i Polski (...) a wysłanie pod jakimkolwiek pozorem siły zbrojnej do Litwy, bez porozumienia z odpowiednimi czynnikami rządu litewskiego uzna za akcję, która nie zbliży te dwa narody, lecz oddala możliwe porozumienie w przyszłości."

Marszałek Piłsudski odpowiedział co prawda, że jest "przyjacielem Litwinów", lecz zażądał określenia przez stronę litewską granic Litwy etnograficznej i nie wysuwania roszczeń wykraczających poza jej tereny. Myślał również o sprawie Wilna, przez Litwinów uważanego za ich stolicę, przez Polaków za rdzennie polskie miasto. Zgodnie z przeprowadzonym w 1916 roku przez Niemców spisem w Wilnie zamieszkiwało 54% Polaków, 41% Żydów, oraz 2,1% (!) Litwinów. Podjęto szybko próbę obsadzenia Wilna przez polskie wojska, tak, by uprzedzić zajęcie miasta przez armię czerwoną , lecz nie uzyskano zgody na przemarsz przez zajęty przez Niemców Białystok, głównie w wyniku stanowiska Litwinów. Wysłannik Piłsudskiego rtm. Olgierd Górka rozpoczął z nimi rozmowy, lecz strona litewska uzależniała przepuszczenie wojsk od "uznania przez Polskę niepodległego państwa litewskiego ze stolicą w Wilnie", na co Górka nie posiadając żadnych pełnomocnictw nie zgodził się.

Kolejne spory pojawiły się przy próbie utworzenia nowego rządu polsko- litewskiego pod przewodnictwem ludowca Michała Slezeviciusa. Stanowisko polskie przewidywało połączenie Polski i Litwy więzami państwowymi, na co Litwini odpowiedzieli żądaniem uznania przez rząd polski niezależnego państwa litewskiego. Tymczasem, 5 stycznia 1919 roku Wilno, bronione tylko przez nieliczne oddziały polskiej Samoobrony, zostaje zajęte przez Armię Czerwoną. Przerwało to na jakiś czas rozmowy polsko- litewskie, co z kolei dało okazję do dyskusji nad stanowiskiem polskim, które w Warszawie toczyli stronnicy Piłsudskiego, opowiadający się za federacją Polski i Litwy, z obozem Narodowej Demokracji, która żądała wcielenia ziem litewskich do Polski (po pewnym czasie żądania te ograniczono do Wilna i Wileńszczyzny, wobec oczywistego faktu, że Litwy etnograficznej do Polski przyłączyć się nie da).

Niedługo potem, w połowie lutego nadarzyła się okazja do poddania stanowiska polskiego próbie ognia. Do Paryża przybyła wtedy oficjalna delegacja rządu litewskiego z Augustynem Voldemarasem na czele. Chociaż sytuacja delegacji polskiej wydawała się nieporównanie korzystniejsza od sytuacji nie uznawanej i nie zaproszonej do obrad delegacji litewskie, postulaty Litwinów zyskały pewien rozgłos, głównie dzięki niechętnej Polsce i prowadzącej aktywną politykę w rejonie Bałtyku Anglii. Nastąpiła wymiana not i memoriałów zapoczątkowana przez Romana Dmowskiego, który zażądał włączenia całej Litwy w granice państwa polskiego. Odpowiedź litewska domagała się 125tys km2 terytorium z Wilnem, Suwałkami i Białymstokiem. Polacy odparli te roszczenia argumentem, że z wyjątkiem północnej Suwalszczyzny i guberni kowieńskiej nie są to ziemie zamieszkane przez Litwinów. Sugerowano również zastąpienie Taryby rządem utworzonym z wolą mieszkańców.

Prowadzono również negocjacje nieoficjalne, szczególnie, że Litwini niechętni byli Dmowskiemu i szukali zbliżenia ze stronnikami Piłsudskiego. Ci jednak również nie byli skłonni do ustępstw, czego dowodzi list Leona Wasilewskiego, który napisał po rozmowie z Marcinem Ycasem. "Serio będzie można gadać z Litwinami - pisał - tylko wówczas, kiedy będziemy trzymali Wilno mocno w ręku." Tego samego zdania było Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które w analizie sytuacji na wschodzie twierdziło "Układ z rządem litewskim nie może być zawarty przed akcją wojskową".

W tym samym czasie pojawiły się wiadomości, że tworzy się dogodna sytuacja do odzyskania Wilna z rąk Rosjan. Podpisana 5 lutego 1919 umowa z Niemcami gwarantowała wojskom polskim możliwość marszu na wschód, a informacje płynące z Litwy mówiły o wycofujących się oddziałach radzieckich, lecz także ostrzegały o możliwości zajęcia Wilna przez Litwinów. Wydając rozkaz wymarszu, Piłsudski wysłał do Kowna delegację z prof. Michałem Romerem na czele, uznając argument militarny za mogący wywrzeć silną presję na rząd litewski. Romer przedstawił propozycję zawarcia unii oraz rekonstrukcji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Litwini jednak bez dłuższych pertraktacji propozycję polską odrzucili.

Tymczasem wojska polskie po ciężkich walkach zajęły 21 kwietnia Wilno. Wobec niepowodzenia rozmów w Kownie, a także oporu wpływowych środowisk endeckich, Piłsudski nie zdecydował się na powołanie rządu, lecz ograniczył się do wydania odezwy "Do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego". Zapowiadała ona utworzenie cywilnego zarządu, utworzonego "z ludzi miejscowych, synów tej ziemi".

Państwa Ententy przyjęły fakt zajęcia Wilna bardzo niechętnie. Sprzeciwiła mu się niechętna wpływom polskim w tym regionie Anglia, a także Francja, przekonana o rychłej odbudowie carskiego państwa w Rosji. W tej sytuacji odezwa Piłsudskiego przyniosła Polsce wielkie korzyści, co podkreślał Paderewski, mówiąc także o konieczności zaniechania inkorporacyjnych zamierzeń Sejmu.

Strona litewska, świadoma porażki, mogła tylko słać protesty do rządów państw zachodnich. Komitet Obrony Litwy, w którego skład wchodzili Slezevicius i Smetona wystosował do narodu litewskiego odezwę, ogłaszającą: "Żadnego porozumienia z rządem polskim nie ma i być nie może, dopóki Polska nie uzna Litwy w jej naturalnych granicach, dopóki Polacy nie zwrócą nam Wilna." Również przewodniczący delegacji litewskiej w Paryżu, Voldemaras ostro protestował, a nawet wspominał w nocie skierowanej do przewodniczącego Konferencji Pokojowej o możliwości wybuchu wojny polsko- litewskiej, a całkowitą odpowiedzialnością za jej ewentualny wybuch obarczał agresora, czyli Polskę. Przybyła do Warszawy delegacja litewska pod przewodnictwem Jerzego Saulysa, po kilkudniowym oczekiwaniu na powrót do miasta Paderewskiego i Piłsudskiego, została przyjęta przez Ministra spraw zagranicznych Władysława Wróblewskiego oraz przewodniczącego sejmowej komisji spraw zagranicznych Stanisława Grabskiego. Wobec faktu, że będący zwolennikiem inkorporacji Litwy Grabski obstawał podczas rozmów za przynależnością Wilna do Polski, a Saulys mówił o nim jako o stolicy Litwy, rozmowy zostały niemal zerwane. Po otrzymaniu z kraju instrukcji podkreślających, że bez uznania przez Polskę niepodległej Litwy ze stolicą w Wilnie żadnego porozumienia z Polakami być nie może, Saulys zaostrzył jeszcze stanowisko delegacji litewskiej. Pomimo spotkania z Paderewskim oraz odbytej 23 maja rozmowy z Piłsudskim i Paderewskim, nie ustalono niczego nowego i rozmowy zostały zakończone. W owym czasie rozmowy na temat przyszłości stosunków Polski i Litwy prowadziło wielu polityków obu krajów. Staniszewski, przebywający od 28 maja do 8 czerwca spotkał się między innymi ze Slezeviciusem, jednak stanowisko obu stron pozostało niezmienne i kompromis wydawał się niemożliwy do osiągnięcia. Stopień skomplikowania tej sytuacji zwiększał fakt, że Niemcy, niezadowoleni z ustaleń konferencji pokojowej zdawali się przygotowywać do wyrównania strat na wschodzie. Dowódca frontu Litewsko- Białoruskiego, gen. Stanisław Szeptycki pisał: "W obecnej sytuacji wojennej góruje nad wszystkimi kwestiami sprawa możliwości wojennego zatargu z Niemcami. Dopóki ta sprawa nie jest rozstrzygnięta, nie mam możliwości rozpoczynania jakichś nowych kroków na froncie litewskim."

W Paryżu tymczasem dyplomaci starali się wypracować porozumienie, tymczasem ograniczające się do ustalenia linii demarkacyjnej. Naszkicowano aż trzy projekty, jednak wobec znacznego okrojenia terytorium litewskiego, strona litewska nie przyjęła ich. Odrzucono również propozycje strony polskiej i litewskiej, przedstawione w bezpośrednich pertraktacjach wojskowych 20 i 21 maja. Podobnie stało się z projektem Komisji Bałtyckiej Konferencji Pokojowej, który zaprezentowano 18 czerwca.

Tymczasem, po podpisaniu 28 czerwca 1919 roku Traktatu Wersalskiego, zniknęło zagrożenie niemieckie i Polacy dostrzegli możliwość podjęcia akcji zbrojnej na terytoriach spornych. 4 lica polski oficer w Jewiu, miasteczku, w którym po raz pierwszy zetknęły się wojska polskie i litewskie, dowódca polskiego garnizonu wręczył oficerowi litewskiemu żądanie opuszczenia miasta w ciągu 24 godzin. Niedługo potem oddziały polskie zaczęły poruszać się naprzód. W Kownie zapanowała panika, uważano bowiem, że Polacy dążą do zajęcia całego terytorium Litwy. Wkrótce okazało się, że chodzi tylko o ograniczone zdobycze terytorialne. Pomimo tego rząd litewski nieustannie słał noty protestacyjne, osiągając wreszcie efekt w postaci wyznaczenia przez sztab wojsk alianckich kolejnej linii rozgraniczającej Polaków i Litwinów, nazwanej potem linią Focha. Uzyskała ona 26 lipca sankcję Rady Najwyższej Ententy.

Chociaż linia ta zdawała się stanowić korzystny punkt wyjściowy do dalszych rokowań, w Warszawie zdecydowano się na podjęcie o wiele bardziej zdecydowanych kroków. Należy pamiętać, że z racji swojego geograficznego położenia Litwa była pierwszego i najważniejszego partnera w wymarzonej przez Piłsudskiego federacji. Ponadto stanowiła klucz do polityki bałtyckiej młodego państwa polskiego. Jeden z czołowych działaczy polskich na Litwie pisał: "Cała nasza polityka wschodnia (...) na Litwie etnograficznej i na tym Kownie jak na zworniku się opiera." Podjęto wtedy decyzję o ustanowieniu na Litwie pro polskiego rządu, wiedząc, że otwarta akcja zbrojna nie miałaby szans powodzenia na arenie międzynarodowej. Na przełomie lipca i sierpnia Piłsudski i Wasilewski udali się do Kowna, by przedstawić propozycję zorganizowania równoległych wyborów na ziemiach zajętych przez Polaków i Litwinów. Sejm wyłoniony w tych wyborach miałby zadecydować o przyszłości Litwy. Propozycja ta została odrzucona. W takiej sytuacji Wasilewski zdecydował się na działanie z pominięciem oficjalnych struktur władzy na Litwie. Plan polegał na zwerbowaniu odpowiedniej liczby przychylnych sprawie polskiej działaczy litewskich i przy ich pomocy ustanowić rząd. Murem, o który mogliby się oprzeć w razie trudności miały być miejscowe struktury Polskiej Organizacji Wojskowej. Na początku swoje poparcie zadeklarowali gen. Sylwester Zakauskas, uważający się za Polaka, Jerzy Aukstuolaitis, oficer niższej rangi, oraz Stanisław Narutowicz, brat Gabriela. Poza nimi liczyć można było tylko na miejscowych Polaków. W takiej sytuacji ciężar przejęcia władzy spocząć miał na barkach liczącej w owym okresie około 400 członków POW. Termin akcji wyznaczono na noc z 28 na 29 sierpnia. Przygotowania rozpoczęto z rozkazu kierownika akcji Kawalca już 20 lipca.

W międzyczasie, miejsce wycofujących się z Suwalszczyzny Niemców zajęli Litwini, przekraczając uznawaną do tej pory linię Focha. Zamiast zdecydowanej akcji dyplomatycznej, strona polska, reprezentowana przez dowództwo suwalskiego okręgu POW zdecydowała się na przeprowadzenie akcji zbrojnej sięgającej 30-40 kilometrów za linię Focha, która na spotkaniu 12 sierpnia została uznana za nie satysfakcjonującą. Ustalono, że odbędzie się ona w nocy z 22 na 23 sierpnia. Początkowe sukcesy Polaków zmieniły się po przegrupowaniu sił litewskich w zacięte walki, podczas których Sejny przechodziły z rąk do rąk, by wreszcie ulec 41 suwalskiemu pułkowi piechoty- regularnej jednostce Wojska Polskiego. Jak łatwo się domyślić, nieprzemyślana akcja dowództwa suwalskiego POW odbiła się szerokim echem na Litwie, wielce utrudniając zadanie Wasilewskiemu. W zaistniałej sytuacji przekonanie Litwinów do zawarcia unii z Polską stało się w zasadzie niemożliwe. Polski przedstawiciel wojskowy w Kownie por. Wiktor Dunin-Wąsowicz tak komentował tzw. powstanie sejneńskie: "(...) medal za mądrość bałwanowi, który nam urządził Sejny. Dziwny brak jednolitości akcji i doprawdy trzeba wierzyć w cuda, że dotychczas nie skręciliśmy karku."

Wasilewski, znajdujący się teraz w niezwykle trudnej sytuacji, był zmuszony przełożyć termin akcji o trzy dni, czekając na obiecane z Warszawy pieniądze dla mającego powstać rządu. Z samej akcji nie zrezygnowano, chociaż coraz wyraźniej widać było, jak niewielkie miała ona szanse powodzenia. Brak poparcia ze strony garnizonu kowieńskiego, poważniejszych sił politycznych decydował o tym, że Kowno można było opanować tylko na krótki czas, nie było co liczyć na ustabilizowanie korzystnej dla Polski sytuacji. Tymczasem, czy to z powodu nie przekazania rozkazu o odroczeniu akcji niektórym oddziałom, czy samowoli ich dowódców, część jednostek POW przystąpiła do akcji w nocy z 28 na 29 sierpnia. Zbiegło się to z samowolną akcją grupy litewskich oficerów wspomaganych przez słuchaczy szkoły oficerskiej, którzy na własną rękę, choć za wiedzą ministra obrony narodowej rozpoczęli aresztowania aktywistów polskich. Rząd litewski od pewnego czasu otrzymywał informacje o przygotowaniach polskich, które prowadzone na taką skalę nie mogły ujść uwadze Litwinów. Nie podjął jednak żadnych zdecydowanych działań, na co zdecydowali się młodzi oficerowie. Działali oni na ślepo wciągając na listę najbardziej aktywnych politycznie i społecznie Polaków, zwłaszcza oficerów polskich służących w wojsku litewskim. Pomimo tego, wśród kilkudziesięciu aresztowanych w pierwszy rzucie osób znalazło się kilkunastu członków kierownictwa POW. Organizacji POW nie zniszczono, ale uniemożliwiono jej działania na szeroką skalę. Impas trwał do 21 września, kiedy to żołnierze litewscy znaleźli kompletną listę członków i sympatyków POW. Aresztowania, które potem nastąpiły doprowadziły do kompletnego zlikwidowania struktur POW na terenie Kowieńszczyzny. Odbył się szybki (14-24 grudnia) proces kierownictwa spisku. Wyroki sądu wojskowego były wysokie: kary długoletniego więzienia lub dożywocia. W praktyce skazani spędzili w więzieniach litewskich po kilka lat, potem zostali zwolnieni lub wymienieni za więźniów litewskich.

Cały ten epizod w znacznym stopniu przyczynił się do zaognienia stosunków polsko- litewskich, szczególnie w świadomości obywateli. Klęskę poniosła koncepcja federacji, bowiem jej główny element - Litwa okazał się nie pasować do zaplanowanego schematu. W Warszawie zaczęto sobie zdawać sprawę z błędów w ocenie sytuacji, polegających na braniu własnych życzeń za stan faktyczny, oraz przecenianiu własnych i niedocenianiu możliwości przeciwnika.

Przez pewien czas potem Wasilewski podejmował próby zmiany stanowiska litewskiego, a to przez akcję propagandową, a to przez gromadzenie stronników spośród polityków litewskich. Działania te nie przyniosły jednak żadnych skutków, poza kompromitacją Wasilewskiego w oczach Litwinów i uznaniem go za osobę nieporadną przez Polaków.

Litwa tymczasem przeżywała trudności związane z nową agresją niemiecką, znaną pod nazwą wyprawy Pawła Bermondt- Awałowa. Chociaż chodziło głównie o Łotwę, działania wojenne toczyły się także na ziemiach litewskich. Sytuacja zażegnana została dopiero na początku 1920 roku. W tym też okresie zarysowały się możliwości porozumienia polsko- łotewskiego, podkreślone wspólną akcją przeciwko wojskom radziecki w styczniu 1920 roku. Strona polska liczyła na przymierze z Łotwą, które mogłoby posłużyć za siłowy argument w rozmowach z Litwą. Dały o sobie wtedy ponownie znać polskie "pobożne życzenia": na jakikolwiek antylitewski sojusz z Łotwą nie było szans, ale Polacy uświadomili to sobie dopiero wiosną 1920 roku, kiedy to polskie MSZ ze zdziwieniem konstatowało: "Stosunki między Litwą a Łotwą jakby szły ku lepszemu (...) Łotwa jest na rozdrożu i prawdopodobnie nieprędko przychyli się ostatecznie ku jakiejkolwiek kombinacji politycznej."

Aż do lata 1920 roku sytuacja pozostała bez zmian, obfitując w stresujące dla obu stron incydenty graniczne, czasem przeradzające się w otwarte walki. Dopiero pogarszająca się sytuacja na froncie rosyjskim zmusiła stronę polską do zrewidowania stanowiska w sprawie litewskiej. Dowództwo polskie dostrzegło wreszcie konieczność zapewnienia sobie neutralności Litwy w konflikcie z Rosją Radziecką. Próbował tego dokonać minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha, śląc do Kowna depeszę "Rząd polski podjął decyzję uznania Sejmu ustawodawczego Litwy oraz rządu powołanego do życia przez wymieniony Sejm jako instytucji niezależnych de facto." Depesza owa była jednak spóźniona, strona litewska potraktowała ją jako krok wymuszony i nieszczery i nie wyraziła woli zmiany stanowiska w sprawie polskiej.

Tymczasem sytuacja została w Warszawie określona jako groźna. Wobec posuwających się błyskawicznie naprzód wojsk radzieckich, premier Władysław Grabski udał się za granicę, by szukać pomocy u państw zachodnich i doprowadził do zwołania 10 lipca konferencji w Spa. Nieuniknione było poruszenie w jej trakcie sprawy Wilna. Anglicy wywierali na Grabskiego nacisk, aby oddał miasto Litwinom, na co Grabski odpowiadał, że nie podejmie decyzji w tej sprawie, nie poznawszy opinii Litwinów i nie otrzymawszy gwarancji bezpieczeństwa dla ludności polskiej. Na to mocarstwa przedstawiły propozycję, aby Polska oddała Litwie Wilno jako rodzaj zastawu, a o jego losie zadecyduje w późniejszym terminie Rada Najwyższa. Grabski zgodził się na takie wyjście i podpisał dokument.

Nie zapobiegło to zawarciu umowy litewsko- rosyjskiej, co nastąpiło 12 lipca,1 w której oba państwa kończyły stan wojny między sobą, a Rosja uznawała niepodległość Litwy de iure. Wilno zostało przyznane Litwie. Rosjanie przekazali je Litwie 26 sierpnia, czyli już po rozpoczęciu kontrofensywy polskiej. Tego go samego dnia przybyła do Kowna polska misja wojskowa z płk Mieczysławem Mackiewiczem i por Adamem Romerem. Strona polska dysponowała argumentem w postaci zbliżających się do granicy wojsk polskich, który jednak nie przekonał Litwinów do zawarcia konwencji wojskowej, co proponowali Polacy. Rokowania nie przyniosły żadnych efektów, bowiem Litwini zerwali je pod pretekstem, że na Suwalszczyźnie podczas ofensywy polskiej przelana została krew litewska. Delegacja wojskowych polskich opuściła Kowno. W tym czasie na Suwalszczyźnie istotnie toczyły się walki, które trwały aż do 14 września. Podjęto rokowania w Kalwarii, które nie przyniosły jednak efektów. Rozmowy prowadzono również w Paryżu, gdzie na forum Ligi Narodów znalazła się sprawa przekroczenia przez wojska litewskie linii Focha na początku września. Wniosek o rozpatrzenie sprawy złożył minister Sapieha, czego przyszło mu żałować, bowiem w wyniku zmiany sytuacji, mediacja Ligi Narodów stała się dla strony polskiej wysoce niepożądana. Liga zobowiązała Litwę do uznania za tymczasową linię demarkacyjną linii Focha i do wycofania za nią swoich wojsk, w zamian za co Polska miała zobowiązać się do respektowania neutralności terytorium litewskiego. Liga miała wysłać na miejsce swoich delegatów, którzy dopilnowaliby przestrzegania warunków umowy. Jednak do wysłania przedstawicieli Liga potrzebowała zgody obu stron. Zgoda strony litewskiej nadeszła już 21 września, natomiast dostarczona tego samego dnia odpowiedź rządu polskiego zredagowana była w sposób, który pozwalał Polsce na prowadzenie właściwie dowolnych działań. Te działania, stanowiące oczywiście dyplomatyczną zasłonę dla akcji wojskowej prowadziły do jednego celu. Następnego dnia wojska polskie uderzyły na linie litewskie, przełamując je bez większego trudu. Bezsprzeczne sukcesy wojsk polskich doprowadziły do szoku po stronie litewskiej. Zaczęła ona wywierać naciski na Ligę Narodów, która zobowiązała Polskę do zaprzestania działań wojennych. Reprezentujący stronę polską Paderewski bronił się twierdząc, że manewr wojsk polskich wymuszony był sytuacją na froncie. W sukurs przyszła mu dyplomacja polska, która doprowadziła do zwołania polsko- litewskiej konferencji w Suwałkach. Rozpoczęła się ona 29 września.

Dla strony polskiej stawało się tymczasem jasne, że w zaistniałej sytuacji niemożliwe będzie odzyskanie Wilna na drodze otwartej akcji wojskowej. Brano również pod uwagę, że drogi dyplomatyczne prawdopodobnie nie przyniosą pożądanych rezultatów. Mimo to w dowództwie polskim pojawiło się kilka pomysłów akcji militarnych, które zakończyć się miały zdobyciem miasta. Narady sztabowe doprowadziły do jednego wniosku: żaden z planów nie gwarantuje powodzenia akcji na dłuższą metę. W tej sytuacji Piłsudski zaprezentował swój plan: plan zajęcia Wilna rękami rzekomo zbuntowanych oddziałów. Taki sposób zdjąłby odpowiedzialność za akcję z barków rządu polskiego wobec Ententy i Ligi Narodów.

Piłsudski spotkał się z pochodzącym z Wileńszczyzny generałem Lucjanem Żeligowskim już 30 września. Przedstawił mu swój plan, podkreślając, że generał będzie musiał całą odpowiedzialność za swój czyn wziąć na siebie. Powiedział wtedy: "Trzeba tylko pamiętać, że może nastąpić czas, kiedy Sejm i Senat, i cała Polska, i nawet ja, będą zmuszeni odmówić się od Pana. A więc trzeba być gotowym wszystko wziąć na swoją odpowiedzialność. Tego nie można rozkazać. Takie rzeczy się nie rozkazuje." Ostatecznie Żeligowski zgodził się zaryzykować. Miał dostać pod swoją komendę 14 tysięcy żołnierzy oraz ubezpieczenie dalszych 65 tysięcy.

Rozpoczęła się też konferencja w Suwałkach. Rozmowy trwały w martwym punkcie aż do 5 października, czyli przybycia na konferencję Komisji Ligi Narodów. Doprowadziła ona do podpisania 7 października układu, na mocy którego ustalano linię demarkacyjną biegnącą na Suwalszczyźnie na linii Focha, a na Wileńszczyźnie od Oran do Bastun. Umowa wchodziła w życie 10 października o godzinie 12.

W świetle planów rządu polskiego związanych z akcją Żeligowskiego wydaje się dziwnym podpisanie podobnego układu w przeddzień ataku. Złamanie go będzie przez wiele lat rzucało cień zarówno na stosunki polsko- litewskie jak i na opinię o Polsce w świecie zachodnim. Sam Żeligowski napisał później: "Traktat suwalski. Najbardziej szkodliwe, bezcelowe i niezrozumiałe posunięcie ministra Eustachego Sapiehy, rządu Witosa. Zawierał go najwięcej do tego celu nie nadający się płk Mackiewicz (...) I ten pułkownik zawarł traktat, któren jak zmora ciąży nad Polską, dotychczas zawsze ją kompromitując (...) Dotychczas nikt nie rozumie, dlaczego on był potrzebny, co chciano przez niego powiedzieć (...)"

Trudno jest zrozumieć jak ciężkim zadaniem było dla Żeligowskiego przekonanie korpusu oficerskiego do podjęcia marszu na Wilno. On sam przeżywał ciężkie chwile i jeszcze w przeddzień ataku depeszował do Piłsudskiego, żądając przysłania kogoś dysponującego wyższym niż on autorytetem. Jednak na wieść, że Piłsudski wysyła Sikorskiego, zdusił w sobie wątpliwości i wydał rozkaz wymarszu. Wojsko wyruszyło 8 października o 6 rano.

Walki trwały cały 8 października, bowiem oddziały polskie od razu napotkały opór. Udało im się jednak bez większych strat doprowadzić do złamania oporu litewskiego na całej linii około 11 9 października. Około 14 pierwsze oddziały polskie wkroczyły do Wilna. Pierwsze jego działania to usunięcie z miasta resztek administracji litewskiej oraz misji Ententy. 10 października spotkał się z Komisją Kontrolną Ligi Narodów. Potem przystąpił do organizowania Litwy Środkowej: władzę zwierzchnią przeznaczył dla siebie, wykonawczą dla Tymczasowej Komisji Rządzącej z Witoldem Abramowiczem na czele.

Rząd polski przez pierwsze dni po agresji był bardzo zajęty stanowczym odcinaniem się od akcji Żeligowskiego i utrzymywaniu, że z braku informacji nie może zająć oficjalnego stanowiska. W miarę upływu czasu stanowisko strony polskiej zmieniało się, by w końcu dojść do faktycznej obrony generała Żeligowskiego. Również stanowisko Ententy uległo zmiękczeniu, głównie dzięki kłopotom, jakie miał na Krymie ostatni biały generał Piotr Wrangel. Rządowi francuskiemu bardzo zależało na jego utrzymaniu, zaś w Paryżu obawiano się, że dowództwo radzieckie rzuci zwolnione z frontu polskiego siły przeciwko niemu. Dlatego też nota Francji i Anglii z 18 października w sprawie akcji Żeligowskiego zawierała jedynie ostrożny postulat zdezawuowania czynu Żeligowskiego przez rząd polski. Miało to stanowić "satysfakcję dla Ligi Narodów." Odpowiadało to rządowi polskiemu, który wymaganej "satysfakcji" Lidze udzielił.

Litwa tymczasem szukała pomocy nie tylko na międzynarodowej arenie politycznej, ale także w Niemczech. Apele i protesty litewskie trafiały w Berlinie na bardzo podatny grunt. Liczne środowiska byłych wojskowych, członków Freikorpsów i oddziałów Bermondta widziały w naruszeniu prawa przez Żeligowskiego szansę dla siebie do powtórzenia wyprawy Łotewskiej. W połowie października granicę Litewską zaczęły przekraczać ochotnicze oddziały niemieckie. Ich napływ na Litwę powstrzymała dopiero interwencja polska u Francuzów, którzy wymogli na rządzie niemieckim zaprzestanie dostarczania pomocy Litwinom.

Stan wojska Litwy Środkowej pogarszał się tymczasem z dnia na dzień. Z jednej strony brak przekonania do sprawy, z drugiej propaganda Litewska powodowały wysoki wskaźnik dezercji, szczególnie z oddziałów piechoty. Występowały ponadto trudności w aprowizacji wojska, bowiem pomoc polska musiała być zakamuflowana, a to wymagało wiele zachodu. Żeligowski podlegał z jednej strony naciskom Ligi Narodów, z drugiej otrzymywał instrukcje od Piłsudskiego, a istniało jeszcze niebezpieczeństwo kontrofensywy litewskiej. Podjął on nawet próbę ofensywy 17 listopada 1920 roku, ale utknęła ona w wyniku braku współdziałania piechoty i kawalerii. W tej sytuacji, po wymianie korespondencji z Warszawą i Komisją Kontrolną Ligi Żeligowski zdecydował się powstrzymać wszelkie działania zaczepne. Postanowiono, że nieformalne zawieszeni broni obowiązywać będzie od godz 9, 21 listopada 1920.

27 listopada Komisja Kontrolna Ligi Narodów w towarzystwie delegata rządu polskiego Michała Kossakowskiego udała się do Kowna. W wyniku przeprowadzonych pertraktacji podpisano protokół zawieszenia broni. Protokół rozejmowy podpisany został 23 listopada.

Umowa o zawieszeniu broni z 29 listopada 1920 roku kończy pewien okres w stosunkach polsko litewskich. Okres, w którym próbowano zmienić stan posiadania zwaśnionych stron siłą. Otworzyła natomiast okres rozgrywek dyplomatycznych i wzajemnej wojny podjazdowej.

13 grudnia 1920 rozpoczyna się w Warszawie konferencja w sprawie plebiscytu, ale pomimo kilkutygodniowych obrad nie przynosi ona efektów. Po tej konferencji, widząc niechęć obu stron do takiego sposobu rozwiązania konfliktu, Liga Narodów ostatecznie rezygnuje z plebiscytu na Wileńszczyźnie. Daleka jednak była od wyrzeczenia się mediacji w ogóle. Przeciwnie: zaprosiła obie strony do Brukseli, gdzie 20 kwietnia 1921 roku delegat belgijski, przewodniczący konferencji Paul Hymans zaprezentował inspirowany polskim projektem plan utworzenia dwukantonalnej Litwy z Kownem i Wilnem, w której obowiązywałyby dwa równoprawne języki: litewski i polski. Taka Litwa powiązana by była z Polską sojuszem wojskowym i konwencją ekonomiczną. Propozycja, jako absolutnie nie do przyjęcia, została odrzucona przez stronę litewską. Negocjacje trwały do 12 stycznia 1922 roku, kiedy to Liga ostatecznie wycofała się z mediacji "wobec odrzucenia wniosków Ligi przez obydwie strony."

W Polsce Piłsudski zdał sobie sprawę z absolutnego fiaska koncepcji federacyjnej, jakim był epizod z Litwą Środkową. Górę wzięły teraz koncepcje inkorporacyjne. Aby je zrealizować, przeprowadzono 8 stycznia 1922 roku na Litwie Środkowej wybory. Głosowano tylko na listy polskie, bowiem inne narodowości zbojkotowały wybory. W rezultacie wybrano Sejm Wileński, który na pierwszym posiedzeniu, 20 lutego 1922 podjął uchwałę o wcieleniu Wileńszczyzny do Polski.

Ostatecznie granicę polsko- litewską ustalono na konferencji Ambasadorów, organu Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych 15 marca 1923 roku.2

Od daty powzięcia przez Konferencję Ambasadorów decyzji w sprawie ustalenia wschodnich granic Polski, spór polsko- litewski wszedł w zupełnie nową fazę. Prawnie sttus terytorialny obu państw został ostatecznie i nieodwołalnie skonsolidowany. Tak zwana kwestia wileńska, od tej chwili już nie istnieje w granicach społeczności międzynarodowej. Powstał natomiast kwestia litewska w łonie Ligi Narodów, która wyraż się tym, że jeden z jej członków, Litwa wbrew zasadom paktu Ligi, przez sześć lat pozostawał na stopie wojennej z drugim członkiem Ligi, Polską, a zmuszony do zrezygnowania z tej anomalii w dalszym ciągu izoluje się -od swego sąsiada, co przeczy również podstawowej idei Ligi opartej na przyjaznej i pokojowej współpracy wszystkich jej członków.3

Kowno tymczasem umacniało się w swoich antypolskich poglądach i kiedy w końcu 1923 roku odbyła się w Kownie narada posłów litewskich akredytowanych w stolicach europejskich, ustalono pozostanie przy dotychczasowej polityce i zlecono poruszanie sprawy odzyskania przez Litwę Wilna przy każdej nadarzającej się okazji. Do rangi aksjomatu urosło stwierdzenie, że żaden rząd, który zrzekłby się Wilna nie utrzyma się ani dnia przy władzy. Litwini szukali sprzymierzeńców: Rosjan, Niemców, Ukraińców, Białorusinów, nie zdołali jednak w znaczący sposób wzmocnić swojego stanowiska.

Oficjalne rozmowy w Kopenhadze rozpoczęły się w pierwszej połowie września 1925 roku. Chociaż na początku rozmów rysowały się pewne szanse na porozumienie, to na skutek zmiany rządu chrześcijańsko demokratycznego Petruliusa na Leona Bistrasa. Jednym z jego pierwszych oświadczeń było, że nie będzie żadnych porozumień na temat stosunków konsularnych czy dyplomatycznych z Polską. Znalazło to potwierdzenie podczas drugiej tury rozmów, w Lugano, która ograniczyła się tylko do rozmów na temat spławu drewna na Niemnie. W znaczącym stopniu do usztywnienia stanowiska litewskiego przyczynił się zawarty przez Polskę konkordat z Watykanem, który włączał Wilno i Wileńszczyznę do polskiej prowincji kościelnej, który znacznie zmniejszał szanse litewskie w walce o te ziemie.

W takiej sytuacji, wiosną 1926 roku doszło na Litwie do przesilenia politycznego, władzę przejęli ludowcy i socjaldemokraci, jedyne stronnictwa, które skłonne były do nawiązania dialogu z Polską. Szansa na porozumienie nie została wykorzystana, głównie ze względu na krótki czas sprawowania rządów przez nową koalicję. W dodatku większość tego czasu stracona została na dyskusję na temat mniejszości oraz oświaty na Litwie. Widoczne jednak były dobre chęci nowego rządu: liczba polskich szkół wzrosła czterokrotnie, a rok 1926 był w opinii działaczy polskich z Litwy "jedynym okresem, kiedy polska mniejszość narodowa odczuła naprawdę przychylne nastawienie ministerstwa oświaty wobec szkół polskich." Program socjaldemokratów litewskich wobec Polski szedł o wiele dalej: w przemówieniu sejmowym z 7 grudnia 1926 roku Stefan Kairys mówił o konieczności zmiany podejścia Litwinów do sprawy polskiej, mówił, że sprawa wileńska powinna być rozwiązana stopniowo i z uwzględnieniem woli ludności. Wkrótce po tym wystąpieniu, jak ujawnia polski poseł na sejm litewski, Budzyński "prowadziliśmy naradę z posłem Bielinisem nad konkretną formą wniosku i warunkami nawiązania stosunków ekonomicznych pomiędzy Litwą i Polską." Rozmowa ta miała miejsce w nocy z 16 na 17 grudnia 1926 roku, tej samej nocy, której przeprowadzono zamach stanu obalający rządy lewicy. U władzy znaleźli się znani z antypolskiego nastawienia liderzy Związku Narodowców - Antanas Smetona i Augustyn Voldemaras.



www.diplomacy.pl/artykuly/Referat_Stosu ... ewskie.rtf
Avatar użytkownika
simon
Site Admin
 
Posty: 156
Dołączył(a): Pn lut 27, 2006 7:38 pm
Lokalizacja: Internet

Powrót do Cytaty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość